Gdzie na narty z dziećmi – żeby było bez tłumów i spokojnie

Gdzie wybrać się na narty z dziećmi, żeby było spokojnie, wygodnie, blisko do stoku, bez szalonych tłumów? Dodajmy, z dziećmi, które dopiero zaczynają przygodę na stoku, więc dalekie wyprawy do Austrii czy Włoch jeszcze mijają się z celem…Czy w Polsce da się znaleźć takie miejsce?

Nam się udało i właśnie to miejsce, które odkryliśmy w tym roku chcemy polecić.

A więc, uwaga….zapraszamy Was do miejscowości Bystre w Bieszczadach!

Dlaczego właśnie tam?

  1. Nie ma tłumów. Bystre to maleńka miejscowość. Jest tam jeden szczyt, na którym poprowadzone są dwie trasy zjazdowe – dla początkujących i dla zaawansowanych. Bieszczady są generalnie chyba najmżadziej odwiedzanymi górami (choć to się już zmienia). Do tego fakt, że nie ma tu rozbudowanej infrastruktury narciarskiej nie przyciąga wielu amatorów tego sportu. Dla nas stok na Dzidowej w zupełności wystarczył. PRawie nigdy nie było kolejki do orczyka a około szesnastej byliśmy na stoku sami…

    IMG_9722

    Stok na Dzidowej

  2. Trasa zjazdowa dla początkujących – było to dla nas szczególnie ważne bo nasze dzieciaki na nartach były po raz pierwszy. Trasa jest łagodna, ale wystarczająco długa, żeby poćwiczyć. W miarę doskonalenia umiejętności można ją wydłużać.
  3. Trasa dla zaawansowanych – co prawda tylko jedna, ale dla rodziców, których dzieci w tym czasie uczą się na trasie łągodnej, powinna w zupełności wystarczyć 🙂
  4. Dostępność instruktorów – wiąże się to z punktem pierwszym – ponieważ miejsce nie jest obleganie, nie ma problemu żeby z dnia na dzień dobrać lekcje. Nasze dzieciaczki uczyły się ze świetnym panem Arturem 🙂 ( na zdjęciu razem z dziećmi znajomych, nasza rodzina się nie powiększyła!)

    IMG_9737

    Lekcje z panem Arturem

  5. Minimalna odległość do zakwaterowania. Tuż przy stoku znajduje się Centrum Wypoczynku Bystre. Żeby dotrzeć na stok nie potrzeba uruchamiać samochodu, wystarczy przespacerować się pięć minut. W Centrum oferowane jest również wyżywienie, z którego my chętnie skorzystaliśmy. Ponieważ ośrodek jest spory i byliśmy w nim podczas ferii, było tam sporo rodzin z dziećmi. Popołudniami dzieciaki integrowały się na świetlicy grając w „ping-ponga” lub wymyślając inne zabawy. My mieliśmy czas na relaks 🙂
  6. Inne atrakcje. Na wypadek braku śniegu czy po prostu chęci zmiany otoczenia łatwo zaplanować wycieczkę – chociażby na zaporę nad Soliną.
    IMG_9386
  7. „Cywilizacja” w zasięgu kilku minut jazdy samochodem – Bystre to maleńka miejscowość, cisza, spokój. Ale czasami potrzeba sklepu sporzywczego,  apteki, lekarza, bankomatu – to wszystko znajdziemy w oddalonym o kilka kilometrów Baligrodzie.

Miejsce spodobało nam się do tego stopnia, że planujemy wrócić tam w kolejne ferie zimowe i już tęsknimi za tym miło spędzonym czasem – aktywnie, ale i na luzie 🙂
IMG_9779

 

Reklamy
Opublikowano Bieszczady, Góry, Podróże | Dodaj komentarz

Ferie zimowe w górach – jeśli nie narty to co?

Rozpoczęły się ferie. Pewnie planujecie lokalne atrakcje dla dzieci albo wypad w góry. Oczywiście nasuwa się pomysł wyjazdu na narty. A co jeśli marzą się góry, ale narty już nie koniecznie? Czy trzeba czekać do wiosny czy lata, żeby znów przemierzać górskie szlaki?

Okazuje się, że nie.

Są miejsca w górach, gdzie spokojnie można się wybrać z dziećmi zimą. Oczywiście zawsze trzeba sprawdzać pogodę i kierować się zdrowym rozsądkiem.

Od kilku lat wybieramy się w góry zimową porą. Kluczem jest to, żeby wybierać miejsca, gdzie szlaki będą dostępne a oprócz górskich wycieczek możemy zapewnić dzieciom jeszcze inne atrakcje. Jednym z takich miejsc jest Kotlina Kłodzka. O naszej wycieczce możecie przeczytać w poście „Cztery dni w Kotlinie Kłodzkiej„. Znajdziecie tam informacje o twierdzy Srebrna Góra, zabytkowej kopalni złota w Złotym Stoku, Kaplicy Czaszek w Czermnej i kilku innych miejscach wartych odwiedzenia, kiedy nie wędruje się zaśnieżonym szlakiem. O szlakach też co nieco tam znajdziecie 😉

img_6445

Będąc w tym rejonie bardzo warto odwiedzić Park Narodowy Gór Stołowych, ze Szczelińcem na czele. Gdy pogoda dopisze, widoki są piękne. Szczeliniec jest łatwym szczytem, bo do samego schroniska prowadzą schodki a na miejscu można się rozgrzać pyszną gorącą czekoladą. Zobaczcie naszą wycieczkę na Szczeliniec z 2015 roku i jej kontynuację na Błędne Skały 🙂

 

Kolejnym miejscem godnym polecenia na zimowe ładowanie baterii jest pasmo Beskidów Niskich. Mamy tam swoją miejscówkę w Buczynowej Dolinie 🙂 Beskid Niski to przede wszystkim spokój i brak tłumów, co uważam za niezmierny atut. O tej sielance można więcej przeczytać tutaj. Na zachętę podrzucam też filmik.

Jeśli jeszcze nie jesteście zdecydowani, to przed Wami jeszcze jedna inspiracja – Beskid Śląski. Zerknijcie na naszą relację. To miejsce również zapewnia sporą dozę pozaszlakowych możliwości spędzania czasu (skocznia Małysza, muzeum koronki w Koniakowie, bacówka, trójstyk granic). Drugą zaletą są stosunkowo krótkie szlaki i wiele schronisk, co jest ważne szczególnie zimą. O gorącej czekoladzie już wspominałam 😉

20170222_161925_resize

A teraz nieco humorystyczne przedstawienie zimowej wędrówki w góry z dziećmi. Mam nadzieję, że Was nie zniechęci 😀

I na koniec mały niezbędnik na zimowy szlak:

  1. Spodnie narciarskie – nawet jeśli wybieracie się na wędrówkę – takie spodnie są ciepłe i do pewnego stopnia nieprzemaklane. Jesli nie takie spodnie to przynajmniej stuptuty, czyli ochraniacze na spodnie.
  2. Ciepłe rękawiczki – najlepiej po dwie pary – bo jedne w końcu przemokną bo kilku bitwach na śnieżki
  3. Zapasowe skarpetki. Kiedy do butów nasypie się śnieg, warto mieć pod ręką suchą parę skarpetek.
  4. Termos z herbatą/ gorącą czekoladą – chyba nie trzeba tego uzasadniać 🙂
  5. Prowiant, czekolada. nie wiadomo ile czasu będziecie potrzebować żeby dotrzeć do schroniska
  6. Jesli wybrana trasa na to pozwala – sanki 🙂
  7. Latarki – zimą szybko robi się ciemno. Już nie raz nam się zdarzyło, że wracalismy po 16, a wtedy latarka już się przydaje. Dzieciaki uwielbiają czołówki!

Do zobaczenia na zimowym szlaku!

Opublikowano Góry, Podróże | Dodaj komentarz

Jak budować odporność u dziecka – w pigułce o czterech sprawdzonych sposobach

Kiedy moje dzieci były malutkie (0-3 lata), liczyliśmy z mężem dni zwolnienia z tytułu opieki nad chorym dzieckiem. Można ich było wziąć w roku 60. Przechodziliśmy niezliczone przeziębienia dzieciaków. Kulminację osiągnęliśmy przechodząc kolejne obturacyjne zapalenie oskrzeli u Joasi spowodowane jej astmą wczesnodziecięcą. Brzmi znajomo?

Teraz (dzieci mają 7 i 9) nie pamiętamy kiedy ostatnio dostały antybiotyk czy przechodziły jakąś poważniejszą chorobę. Cieszymy się tym stanem od dobrych kilku lat. A sposoby, które zastosowaliśmy, wcale nie są misją niemożliwą.

Dieta

Kiedy Joasia mając 3 latka zmagała się z astmą, sięgnęłam po radę pediatry i wyeliminowałam z diety mleko krowie. Mleko jest śluzotwórcze, sprzyja powstawaniu infekcji dróg oddechowych. Mleko krowie można z powodzeniem zastąpić mlekiem roślinnym – ryżowym, jaglanym, gryczanym, migdałowym itp. Najłagodniejsze dla domowego budżetu jest mleko ryżowe, szczególnie kupowane w większych ilościach w sklepach internetowych. Początkowo eliminacja była radykalna. Teraz ignoruję mleko w niektórych gotowych produktach, ale litrowa butelka mleka krowiego nigdy u nas w lodówce nie gości. Produkty przetworzone (typu twaróg, kefir, masło, ser żółty w diecie pozostały). Osobom przerażonym perspektywą braku wapnia i łamliwością kości mówię: bez paniki! Wapń można znaleźć w dużych ilościach w wielu produktach roślinnych (m.in. kapusta, sezam, migdały, brokuły, jarmuż) z tą samą a nawet wyższą biodostępnością.

Poza eliminacją mleka staramy się jeść prosto i zdrowo (choć w przypadku dzieci nie jest to proste!), z dużą ilością owoców, warzyw, kiszonek.
O diecie mogłabym pisać i pisać, ale miało być „w pigułce”.

jajecznica

Suplementy

Suplementy, o których tu piszę, zostały wprowadzone, kiedy dzieci miały skończone 3 lata. Suplementy muszą być dobrej jakości. Poniżej wymieniam nazwy tych, sprawdzonych przez nas. Wspomnę, że nie współpracuję z żadnym z producentów, a przynajmniej jeszcze nie 😉

> Probiotyki

Ostatnio coraz więcej mówi się na temat roli jelit, nazywanych czasem naszym drugim mózgiem. Przeprowadzanych jest coraz więcej badań wskazujących na rolę jelit w budowaniu odporności. Wspierajmy je zatem zdrowymi pokarmami (kiszonkami), jak i pre- i probiotykami. Nasz wybór to Sanprobi IBS, potem Sanprobi Barrier. Żeby nie stosować ciągle tego samego specyfiku zmieniamy też na probiotyki Swansona lub Solgaru (ostatnio „Bakteryjna Flora Jelitowa – Solgar)

> Witamina D3

Przez większą część roku, oprócz miesięcy letnich. Dzieci 1000-2000 jednostek dziennie, rodzice do 4000. Witaminę D powinno się przyjmować razem z K2. Wcześniej straszono skutkami przedawkowania witaminy D u dzieci, co może grozić krzywicą. Jednak już od kilku lat są dostępne nowe rekomendacje dotyczące suplementacji tej witaminy w krajach Europy Środkowej, gdzie nasłonecznienia nam zdecydowanie brakuje. A propos – witamina D naturalnie jest syntetyzowana w naszych organizmach podczas wystawienia na działanie promieni słonecznych, można więc też zamiast suplementacji rozważyć relokację do południowych regionów Europy!

> Olejek z oregano

Zaproponowany przez naszego pediatrę jako środek niszczący grzybicę. Nie oszukujmy się, dzieci jedząc słodycze na pewno mają w jakimś stopniu grzybicę, która oczywiście osłabia jelita, co pociąga za sobą osłabienie odporności. Stosujemy olejek Oregasept przez całą jesień – 5 kropli rano z sokiem. Olejek ten jest też naturalnym antybiotykiem, dlatego nie podajemy go razem z probiotykami ( podpowiedź: olejek ma dość intensywny smak i aromat; zamiast rozpuszczać w pół szklanki płynu, podaję na łyżeczce płynu a potem dzieci popijają wodą – łatwiej przełknąć łyżeczkę takiego „lekarstwa” niż pół szklanki).

Okresowo stosujemy również suplementację z kwasów Omega 3, magnezu, witaminy C czy kelpu (źródło jodu), ale powyższa trójka to podstawa.

aid-baby-cure-65056

Grota solna

Cudowny pediatra, do którego trafiliśmy z Joasią powiedział – żeby wyleczyć zatoki albo pojedziecie na trzy tygodnie nad ciepłe morze, albo przez 10 dni będziecie codziennie jeździć do groty solnej. Oczywiście pierwsza opcja jest o wiele przyjemniejsza, jednak my musieliśmy wówczas ograniczyć się do tej drugiej. Efekty były powalające. Po kilku seansach Joasi dosłownie „gluty” same zaczęły się odrywać i wyłazić. O tym jak głęboko to „paskudztwo” siedziało mógł świadczyć tylko ból, jaki Joasi sprawiło to wyłażenie, ale gluty więcej już w jej zatokach nie zagościły!

Ważne! Grota solna, żeby spełniła swoje zadanie musi być wyposażona w halogenerator. Najważniejsze nie jest siedzenie w ścianach obłożonych bryłami soli, ale wdychanie solnego aerozolu.

Alternatywą jest tężnia, ale nie każdy ma komfort posiadania tężni solankowej w swojej okolicy. My od czasu do czasu odwiedzamy Konstancin.

20100425_092756,en,img_1848-ewaswc-mchswc

Temperatura w domu

20130217_130007,en,img_3526

Pewna, chyba radykalna, pani doktor poradziła nam, żeby w pokojach, gdzie śpimy temperatura wynosiła 15-16 stopni. Na to się nie zdecydowaliśmy, ale w pomieszczeniach, gdzie śpimy termostaty mamy przykręcone na 19-18 stopni. Śpi nam się dobrze, a męczący nocny kaszel dzieci jest rzadkością.

To są te elementy układanki, które u nas złożyły się na zdrowie naszych dzieci. Jeśli znacie inne naturalne metody wspomagające odporność, chętnie dowiem się o nich z Waszych komentarzy.

na sniegu.png

Opublikowano Styl życia, Zdrowie | Otagowano , , , , , | Dodaj komentarz

Podróże z dzieckiem – faktycznie warto? Kilka refleksji w czwarte urodziny bloga.

Podróże to pewien wysiłek. Podróże z dzieckiem to jeszcze większy wysiłek.

  • Musisz pamiętać o milionie rzeczy, w zależności od wieku pociech (pieluchy, przekąski, mnóstwo ubranek na zmianę i na każdą pogodę, przytulanki, drobne zabawki na niepogodę, apteczka czy wręcz apteka leków na każdą okazję…).
  • Musisz zmieścić te milion rzeczy do rozsądnego rozmiaru bagażu.
  • Musisz lepiej przygotować się do wyjazdu – podróże „w ciemno” raczej nie wchodzą w grę.
  • Musisz tak zaplanować pobyt, żeby znalazły się w planie rzeczy atrakcyjne dla dzieci.
  • Musisz liczyć się z odwoływaniem wyjazdu w ostatniej chwili ze względu na niespodziewany wirus tudzież bakterię atakującą Twoje małe skarby.
  • Musisz liczyć się z marudzeniem dzieci gdy akurat robicie coś, co nie jest dla nich atrakcyjne.
  • Musisz liczyć się z rezygnacją z pewnych punktów programu, które byłyby na liście wyjazdu bez dzieci.
    sad

A więc warto wkładać ten wysiłek? Każdy musi sobie sam odpowiedzieć.

Dlaczego my podróżujemy?

  • Bo zawsze to lubiliśmy, a logistyka dziecięca koniec końców nie jest aż taka straszna, kiedy nabierze się wprawy.
  • Bo dzieci chcą z nami podróżować. Teraz, kiedy są nieco starsze razem rozmawiamy o naszych kolejnych planach wyprawowych i bierzemy ich zdanie/ propozycje pod uwagę.
  • Bo dostosowywanie planów nie jest wcale problematyczne. W sierpniu w Bieszczadach jednego dnia wędrowaliśmy po górach (przyjemność głównie rodziców) a kolejnego albo bawiliśmy się w strumyku, albo szliśmy na basen, albo spędzaliśmy czas w podobnie przyjemny dla dzieciaczków sposób
  • Bo jest to fantastyczny sposób na wspólne spędzanie czasu. Nigdy nie zapomnę jak wędrując wokół masywu Sasso Lungo dowiedziałam się od Michasia wszystkiego na temat Minecrafta 🙂
  • Bo chcemy pokazać dzieciom świat a one z tych wypraw czerpią informacje o nowych miejscach, poznają nowych ludzi, spotykają się z innymi kulturami. Joasia i Michał do dzisiaj wspominają psa Rastiego i spacerującego żółwia u pani Danusi z kwatery w Istebnej a pewna przemiła rodzina poznana na bieszczadzkim szlaku jest nie tylko w naszych wspomnieniach, ale i w naszym grafiku bo od tej pory planujemy niektóre wyjazdy razem, czy odwiedzamy się, pomimo, że mieszkamy w różnych zakątkach kraju.
  • Przy okazji tworzenia tego wpisu zapytałam też dzieci czy lubią to nasze podróżowanie i dlaczego. Usłyszałam zdecydowanie „TAK”. Dlaczego? Bo spotykają ich ciekawe przygody i zabawy. Bo napotykają przepiękne widoki. Bo po prostu jest fajnie 🙂
    happy2
    happy3
    Jeśli zachęceni powyższym podsumowaniem chcecie poszukać inspiracji, proponuję zerknąć na naszą mapkę z coraz większą ilością punktów zaznaczonych jako odwiedzone z dziećmi (po kliknięciu na interesujący Cię punkt zobaczysz link do postu opisującego daną wycieczkę). I w drogę!
Opublikowano Podróże | Dodaj komentarz

Sześć miejsc w północnej Toskanii wartych odwiedzenia o każdej porze roku

Po intensywnym lecie mieliśmy kilka miesięcy na wolniejszych obrotach. No, może nie do końca wolniejszych, ale bez podróży.

W grudniu postanowiliśmy wykorzystać promocję biletów lotniczych i wybraliśmy nasz ulubiony kierunek – słoneczną Italię. Tym razem dotarliśmy do Toskanii. Cały wyjazd to było zaledwie sześć dni, ale zdążyliśmy zobaczyć co nieco. Poniżej lista miejsc, które odwiedziliśmy i które polecamy.

  1. Montemarcello i klify przy „Punta Bianca”. To już w zasadzie Liguria, na granicy z Toskanią. Kolor morza był hipnotyzujący. Klify robiły wrażenie. Zdecydowanie polecamy na jednodniową wycieczkę.22
  2. Piza – nie można nie obejrzeć krzywej wieży będąc w tym rejonie Włoch!

    41

  3.  

    Terme di San Petriolo – dla nas to gwóźdź programu – kąpiel w grudniu. Termy spełniły nasze oczekiwania. Pławiliśmy się w gorącej wodzie przez kilka godzin, wdychając siarkowe powietrze i patrząc w błękitne niebo. Termy są bezpłatne i ogólnodostępne.

    43

  4.  

    Siena – wracając z term na miejsce noclegu, zatrzymaliśmy się w Sienie. Nie spodziewaliśmy się starego miasta, robiącego takie wrażenie – położonego na wzgórzach, malowniczego. Bardzo polecamy.

    53

  5.  

    Florencja – piękna architektura, ogromna katedra i oczywiście „Dawid” Michała Anioła. Ale niestety oprócz tego tłumy, tłumy, tłumy…

    56

  6.  

    Wybrzeże północne – druga atrakcja dla dzieci po termach. Nie chciało nam się wierzyć, że to grudzień, kiedy dzieci biegały goniąc fale…
    35

     

    Jeszcze słowo o noclegu. Znaleźliśmy miejsce w małym górskim miasteczku – Maresca – urocze miejsce, otoczone szczytami i przemili ludzie. Co prawda trzeba było codziennie poświęcić pół godziny, żeby z gór zjechać w doliny, ale warto było.

    W Toskanii można spędzić wiele, wiele więcej dni i codziennie odkrywać kolejne piękne zakątki czego sobie i Czytelnikom życzymy.

 

Opublikowano Podróże | Dodaj komentarz

Pierwsza wycieczka na Mazury

Tak, wydaje się niemożliwe a jednak dopiero w tym roku po raz pierwszy wybraliśmy się na Mazury. W tym sezonie królują kajaki i również ten wypad był na kajaki.

Zdecydowaliśmy się pojechać pod namiot, choć początek września może być już czasem nieco kontrowersyjnym na namiot. Byliśmy przygotowani – kilka bluz, grube śpiwory, koce. Na szczęście nie wszystko było potrzebne, noce okazały się całkiem znośne.

Razem z nami wybrali się znajomi z pomorskiego. Spotkaliśmy się w piątek wieczorem w Krutyni. Mieliśmy się rozbić w stanicy wodnej, ale nie tylko nie było tam normalnego pola namiotowego (tylko trawnik między domkami), ale do tego w niedzielę miał się tam odbyć wyścig kolarski i przygotowania trwały.

A więc piątek, godzina prawie dwudziesta, słonko zachodzi a my zastanawiamy się co robić. Na szczęście po sąsiedzku było drugie pole namiotowe (z jednym rozbitym namiotem), gdzie mogliśmy zakotwiczyć. Była jeszcze chwila grozy bo pan z recepcji powiedział, że nie rozpali tylko dla nas pieca i nie możemy liczyć na ciepłą wodę. Na szczęście drugi pan (pewnie właściciel) powiedział, że rozpali i udało się – było fajne, puste pole namiotowe i ciepłą woda pod prysznicem.

Namioty rozbijaliśmy przy światłach reflektorów samochodowych. Daliśmy radę 🙂

Rano panowie sklecili stół ze stojących w pobliżu palet i starych krzesełek. Nie ma to jak śniadanie i kawa (wrzątek mieliśmy z kuchenki turystycznej) na świeżym powietrzu, w słońcu.

20180901_083200-1

Spływ

Spływ rozpoczynał się w stanicy wodnej w Krutyni. Wybraliśmy odcinek do Ukty. Był to trzeci co do długości odcinek. Po drodze mogliśmy zakończyć spływ w Zielonym Lasku lub w porcie Rosocha. Jednak dzień był ładny, płynęło się przyjemnie. Tutaj znalazłam opis tej trasy na stronie jednej z firm organizujących spływy.

Ta trasa nadaje się dla rodzin z dziećmi bo jest tylko jedna „przenioska”, nie ma przeszkód w postaci głazów w wodzie czy powalonych drzew. Płynie się spokojnie, w malowniczej scenerii. Woda jest niesamowicie czysta i widać było dno nawet na dużej głębokości.

20180901_122836

Na drugi dzień wybraliśmy się jeszcze w dwa miejsca:

  1. Galindia – naszym zdaniem mocno przereklamowane, sztuczne i komercyjne. Jedyne, co nam się podobało to to, że był kawałek plaży i dzieciaki mogły się popluskać.
  2. Park Dzikich Zwierząt w Kadzidłowie – nie wiązałam z tym miejscem wielkich nadziei a okazało się bardzo fajne – mogliśmy przespacerować się po polanach – wybiegach zwierząt, dotknąć ich, niektóre nawet nakarmić. Dzieci miały frajdę.IMG_7454

Podsumowując – spływy Krutynią i Park Dzikich Zwierząt zdecydowanie polecamy, tak jak i wyprawy pod namiot!

Opublikowano Gdzieś w Polsce, Podróże | 1 komentarz

Kajakowanie na Świdrze

To już taka nasza tradycja, że w letnią niedzielę wyruszamy na pobliski nam Świder. W tym roku to takie przygotowanie do spływu Krutynią, który planujemy na pierwszy wrześniowy weekend.

Więcej nie będę pisać, bo szczegóły trasy zostały opisane we wpisie z poprzedniego spływu.

A poniżej kilka zdjęć.

20180819_135412.jpg

20180819_140232

20180819_143742.jpg

A na koniec upiekliśmy sobie kiełbaski – smakowały wyśmienicie po kilkugodzinnym wiosłowaniu!

20180819_164239

Opublikowano Nasze okolice, Podróże | Dodaj komentarz

Nasza bieszczadzka opowieść

A ja wolę

Na zielonej łące siedzieć

Niźli w szarym mieście…

[Dom o Zielonych Progach „Pójdę w połoniny”]

Jest takie miejsce, gdzie czas się zatrzymał…Jest takie miejsce czarowne…i nic więcej nie trzeba czy nie da się powiedzieć…to trzeba poczuć będąc tam…na połoninach… „bo nawet kiedy pada, cudnie jest w Bieszczadach” [Wołosatki]…

Opublikowano Bieszczady, Video | 1 komentarz

Podziemna rzeka w jaskini Tapolca

Na Węgrzech oprócz pławienia się w basenach udało nam się odwiedzić kilka niesamowitych miejsc. Jednym z nich była jaskinia w mieście Tapolca. To, co jest w tej jaskini wyjątkowego to to, że płynie w niej rzeka a jaskinie zwiedza się łódką. Co prawda odcinek udostępniony dla „zwykłego” turysty nie jest bardzo długi, płynie się niecałe pół godziny to i tak bardzo polecamy to miejsce. Woda jest krystaliczne czysta a podświetlone tunele robią wrażenie. Tunele tej jaskini ciągną się pod całym miastem, część z nich jest udostępniona dla nurków.

IMG_2154

Informacje praktyczne:

  • Bilety trzeba rezerwować wcześniej przez stronę internetową (link powyżej).
  • Przed zejściem do samej jaskini można obejrzeć wystawę wyjaśniającą pochodzenie i historię jaskini (została odkryta przypadkiem, podczas kopania studni).
  • Osoby z tendencjami klaustrofobicznymi nie powinny wchodzić – tunele są dość wąskie i niskie.

 

Opublikowano Węgry | Dodaj komentarz

Węgry cz.1: Wodne szaleństwo

Tym wpisem rozpoczynamy serię wspomnień z Węgier.
Oczywiście zaczynamy od celu naszej podróży – Zalakaros. Od kilku lat zrezygnowaliśmy z naszego wybrzeża, ze względu na niepewną pogodę. W ubiegłym roku spróbowaliśmy sił na podróż do Bułgarii. W tym roku postanowiliśmy skrócić dystans, ale udać się w miejsce równie ciepłe i dogodne dla wodnych szaleństw. Kolega podpowiedział nam Węgry – kraj obfitujący w źródła termalne. I tak też zrobiliśmy. Zalakaros to jedna z wielu miejscowości, gdzie powstały parki wodne. Pławiliśmy się tu w wodach leczniczych o temperaturze 36 stopni a dzieciaki miały do wyboru kilka basenów z przeróżnymi atrakcjami, nie wspominając o zjeżdżalniach. Większość basenów jest na dworze, ale w razie niepogody atrakcji nie braknie też pod dachem.

Polecamy tą miejscówkę dla rodzin z dziećmi, które uwielbiają wodne szaleństwo.

Informacje praktyczne: warto zorientować  się w opcjach biletów wstępu – można kupić tańszy bilet tylko na baseny zewnętrzne lub pakiet na wszystkie baseny. Są też warianty biletów rodzinnych, biletów na kilka wejść itp. Warto sobie to przeliczyć. Wszystko można sprawdzić na stronie www basenów.

Na baseny zewnętrzne można wybrać się jak na piknik – na trawie można rozłożyć koc, zabrać prowiant i spędzić tam cały dzień. Funkcjonuje też oczywiście mała gastronomia i można na miejscu zjeść obiad, tudzież lody czy inne przekąski.

 

Opublikowano Węgry | Dodaj komentarz