Co było a nie jest…

Ta galeria zawiera 8 zdjęć.

Ostatniej soboty wybraliśmy się na trochę nietypową wycieczkę. Postanowiliśmy sprawdzić co jest „po drugiej stronie” krajowej dwójki. Żeby zachęcić dzieciaki, postanowiliśmy, że jak już znajdziemy się po drugiej stronie, to one będą decydować gdzie jechać. Na każdym skrzyżowaniu raz jedno … Czytaj dalej

Galeria | Dodaj komentarz

Zimowy dzień na łące

Ta galeria zawiera 8 zdjęć.

Wystarczy trochę uważności i podejście do okna raz na jakiś czas…obejrzyjcie w pełnym rozmiarze.

Galeria | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Urodzinki

Kto by pomyślał, że to już trzy lata…trzy lata jak dokumentujemy nasze wycieczki. Zwróćcie uwagę – trzy lata jak dokumentujemy a nie jak podróżujemy. Bo ta przygoda zaczęła się dużo wcześniej.

Pierwszy raz zabraliśmy dzieci w góry gdy Joasia nie miała jeszcze roku. Przyjaciele zaprosili nas na wyprawę w góry. Wyprawa była świetna, kręgosłupy jeszcze mieliśmy dobre i mogliśmy dźwigać ciężary 🙂

20120720_095102,nm,2012-07-20 09.51.02-JnnSwc-RbrSwc

Przez te trzy lata na pewno podróżowaliśmy więcej, niż wcześniej. Nasza mapa bardzo się zapełniła.

F_places

Zastanawialiśmy się jaką wyprawę możemy uznać za najlepszą i chyba wygrywają Dolomity.

20160630_120727-EwaSwc-JnnSwc-MchSwc

Myślę sobie, że z jednego powodu podróżowanie z takimi malutkimi dziećmi jest łatwiejsze:

20120721_204218,nm,2012-07-21 20.42.18-JnnSwc-MchSwc

A ten powód jest taki, że takie maleństwa głównie mają ochotę spędzać czas z rodzicami, obojętnie gdzie ci rodzice ich zabierają.

Teraz już nie jest tak łatwo. Choćby dziś Michaś w ogóle nie miał ochoty na wycieczkę po okolicy z rodzicami. Chętniej poszedłby do kolegi czy pobawił się w domu. Joasia jeszcze wykazuje entuzjazm 🙂 Teraz, planując wycieczkę musimy zastanowić się co atrakcyjnego znajdzie się na niej dla dzieci. Po to, żeby to była przyjemność dla wszystkich (na przykład Michała bardzo motywuje zbieranie Znaczków Turystycznych). Poza tym, dzieci są w takim wieku (6 i 8 lat), że pytamy ich o zdanie. Gdzie chcieliby pojechać, co zobaczyć. Decyzje staramy się podejmować wspólnie.

Wspólne wyjazdy to wielka przyjemność, ale wymagają trochę wysiłku i nie zawsze wszystko jest różowe. Wyjazdy trzeba dobrze zorganizować, żeby wcisnąć je pomiędzy pracę, szkołę i zajęcia dodatkowe. Trzeba się umiejętnie spakować a po powrocie sprawnie rozpakować, żeby zdążyć z kilkoma rundami prania przed powrotem do wszystkich obowiązków.

Na samych wyjazdach też bywa różnie. Nasz AS – Michal (od Asperger Syndrome), może być przemiłym towarzystwem na górskim szlaku albo trochę mniej miłym, kiedy coś idzie nie po jego myśli. Awantura może powstać z niczego.

20160630_133021-EwaSwc-JnnSwc-MchSwc.jpg

Jednak po tych trzech latach możemy powiedzieć, że to było najlepsze co mogliśmy dać sobie i dzieciom – wspólnie spędzony czas i odkrywanie uroków świata, który nas otacza.

20140831_153206,en,IMG_3244-MchSwc

I będziemy robić to dalej, tak długo jak dzieci będą chciały z nami jeździć (oby jak najdłużej!) 🙂

A tu wpis rocznicowy – opublikowany 6-go stycznia 2015 roku:

Rozlewiska rzeki Świder

Opublikowano Wyprawy | Dodaj komentarz

Refleksje na koniec roku

Koniec roku. Kolejnego. Mam wrażenie, że coraz bardziej zbliżają się do siebie takie daty, że czas się jakoś przedziwnie kurczy i każdy kolejny koniec roku przychodzi szybciej niż poprzedni. Wariactwo.
Święta były dobrą okazją, żeby się zatrzymać. Ale co dalej? Znów startujemy? Ile rzeczy jeszcze można wcisnąć do grafiku, ile deadline’ów w pracy można przyspieszyć? Znów startujemy w sprincie od weekendu do weekendu?
W Michasia książce do języka polskiego rzucił mi się jakiś czas temu w oczy wierszyk Agnieszki Frączek o tym, jak rodzice ciągle popędzają dzieci. Czy takie to już się stało nagminne, że poeci o tym piszą?
A gdzie czas żeby się ponudzić, „po-nic-nie-robić”?
Moje postanowienie na Nowy Rok to odzyskać mój czas. Korzystać z niego świadomie. W ubiegłym roku zrobiłam podstawowy kurs MBSR (Mindfulness Based Stress Reduction) i staram się wprowadzać uważność w moim, naszym życiu. Wracam też do tego co rozpoczęłam i zostawiłam wiele lat temu – do medytacji chrześcijańskiej. Nową inspiracją stała się książka ojca Maksymiliana Nawara „Oddychać imieniem”, który sprawuje opiekę nad Ośrodkiem Medytacji Chrześcijańskiej w Klasztorze Benedyktynów w Lubiniu, którą dostałam od rodziców. Dziwnie się plecie to życie. W kościele w Lubiniu braliśmy ślub. Ojciec Maksymilian (wtedy jeszcze brat) z prowadzonym przez niego wówczas zespołem młodzieżowym zapewnił nam oprawę muzyczną. A teraz czytam jego wykłady o medytacji.
Ale wracając do uciekającego czasu…”złapać” można go przez uświadomienie sobie chwili obecnej, przez bycie „tu i teraz” a nie podążanie za myślami. Wyłączenie „autopilota” jakoś tak dziwnie sprawia, że czas zwalnia. Bo nagle zaczynamy dostrzegać to, co wokół i w nas.
Drugi krok po uświadamianiu to docenienie i wdzięczność. Wdzięczność za to, co jest. Bo zawsze może być gorzej 😉 Ale tak serio, to zawsze znajdzie się coś, co możemy docenić. Na początku może to wymagać trochę wysiłku, ale to kwestia praktyki.
Mamy z dziećmi zwyczaj wieczorem zadawać sobie trzy pytania: „Co ci dzisiaj sprawiło przyjemność”, „Co ci dziś sprawiło przykrość” i „Czego nowego się dziś dowiedziałeś/ nauczyłeś?”. Ciekawe jest jak jednemu dziecku łatwo przychodzi wymienić zdarzenia pozytywne a drugiemu negatywne…
Mój trzeci krok w Nowy Rok to refleksja nad przyszłością. Standardowe pytanie z rozmowy z rekrutacyjnej – „Gdzie Pan(i) widzi siebie za pięć lat”. To jest bardzo dobre pytanie – kim chciałabym być i co chciałabym robić za pięć lat. I tu trzeba popłynąć – bez ograniczeń, bez oceniania co jest rozsądne, wykonalne. Po to, żeby dotrzeć do swoich marzeń – a to będzie pierwszy krok ku ich realizacji.
Nie jest to wszystko łatwe, ale warto, żeby  kiedyś potem, oglądając się za siebie nie stwierdzić, że wszystko tak jakoś przeciekło przez palce…
A zatem uważności, wdzięczności i marzeń w Nowym Roku!

20171230_22014020080419_142048,en,IMGA_6770

Opublikowano Nie na temat | Dodaj komentarz

Białe szaleństwo 2017

Krótki filmik z Wapiennego

Opublikowano Beskid Niski, Góry, Video, Wyprawy | Dodaj komentarz

Uroki Magury Wątkowskiej

Na przedświąteczny weekend postanowiliśmy wyrwać się w plener. Cały listopad był zabiegany – a to wyjazd służbowy mamy, a to delegacja taty. Nie mieliśmy czasu dla siebie.

Zwykle jadąc w góry nastawiamy się na chodzenie. Tym razem nastawiliśmy się na odpoczynek nie tylko aktywny. Wybraliśmy się do Marty i Pawła, do Buczynowej Doliny w Beskidzie Niskim, położonej przy granicy Magurskiego Parku Narodowego (mapa tutaj), o której pisałam już wcześniej tutaj i tutaj.

To były cztery dni spokoju, zwolnienia tempa. Dni układania domina, czytania książek, trochę grania i oglądania telewizji, dni rozmów o zdrowym żywieniu i naturalnych, własnej roboty kosmetykach.

Część tego postu może zabrzmieć jak reklama, ale to nie o to chodzi. Chodzi o to, że Buczynowa Dolina to wyjątkowe miejsce, o którym nie można nie wspomnieć. Bo tutaj naprawdę czas płynie wolniej i można wyluzować.

Dzieciaki miały radochę bo  – po pierwsze – na dworze biegały dwa psiaki a kto śledzi bloga ten pewnie wie, że każdy pies to najlepszy przyjaciel Michała 🙂

A po drugie, tuż za domem była świetna górka do zjeżdżania dla małych i dużych i strumyk z soplami lodu! Czego chcieć więcej!

IMG_9503

Dwa razy wybraliśmy się na szlak. Ani razu nie dotarliśmy do celu, ale tym razem jakoś nam to specjalnie nie przeszkadzało.

Niedzielny wieczór to dla mnie był hit całego wyjazdu – seans w saunie. Ale nie byle jakiej saunie. Jestem ogromną miłośniczką sauny i zwykle korzystam z tego dobrodziejstwa na basenie, kiedy dzieci mają zajęcia z nauki pływania. Ale sauna zrobiona w małej chatce nad strumykiem, kawałek od domu, w środku zimy to zupełnie inna bajka.

20171219_101802

Marta namówiła mnie nawet na wykonanie całej procedury, czyli po każdych 15 minutach w środku wychodziłyśmy na śnieg i zanurzałyśmy się po szyję w balii z lodowatą wodą (przy wchodzeniu czuło się pękający delikatny lód!). Człowiek wyskakuje z takiej wody jak nowo narodzony! Pod stopami śnieg, nad głową cudnie rozgwieżdżone niebo i niczym niezmącona cisza…Bajka…

 

Opublikowano Beskid Niski, Góry, Wyprawy | Dodaj komentarz

Trzy wieże w Czersku

Zamek w Czersku nadawał się idealnie na skromny niedzielny wypad. Dotarliśmy tam w niecałą godzinkę.
Dziś zamek to trochę za dużo powiedziane – zostały mury i trzy wieże.

IMG_6159Ale czytając historię tego miejsca można dowiedzieć się, że miało ono też czas swojej świetności. Pierwsze ślady osadnictwa pochodzą sprzed 2 tysięcy lat. Zanim w XIVw powstał zamek murowany, istniał tam gród ziemno-drewniany – na skarpie, u podnóża Wisły.Niestety niedługo później, na skutek powodzi stulecia koryto Wisły przeniosło się o kilka kilometrów dalej a zamek nie miał już takiej racji bytu. Osiedliła się tu później królowa Bona, wdowa po Zygmuncie Starym. To ona założyła na zboczach skarpy pierwsze sady, które dziś ciągną się aż po horyzont.
IMG_6096

Legenda głosi, że gdy sejm polski chciał pozbyć się królowej Bony, pakowała się ona w pośpiechu i niechcący zerwała sznur pereł. Bona pojawia się na zamku nocami i szuka utraconych pereł…

Po korycie Wisły przy zamku nie ma śladu, jest za to urokliwe jezioro Czersk. Michaś miał ogromną nadzieję wypatrzyć rzekotkę drzewną, która podobno tu występuje, ale chyba wszystkie rzekotki zahibernowały się już na zimę.

IMG_6306Obiecaliśmy Michałowi, że wrócimy do Czerska poszukać tych żabek na wiosnę.

Opublikowano Nasze okolice, Wyprawy | Dodaj komentarz