Czerwonym szlakiem na Łysicę/ red trail to Łysica

For English scroll down

Drugi dzień naszego weekendu w Górach Świętokrzyskich. Nocowaliśmy na obrzeżach Św Katarzyny. Trafiliśmy do gospodarstwa agroturystycznego, gdzie gospodarze hodowali sarenki, daniele, indyki, bażanty i jakieś takie różne pasiaste i nie tylko kury. Mieliśmy widok z okna właśnie na to pastwisko i dzieci zaraz po przebudzeniu przylgnęły do szyby. Później odkryły jeszcze, że w stodole chowa się pięć malutkich kotków. Gdyby nie racjonalny Tata, na pewno wyjechalibyśmy z co najmniej jednym z nich. Ja już nawet upatrzyłam sobie takiego szarego z rudymi plamkami.

Tego dnia jednak planem nie było spędzenie całego dnia w stodole, a wyjście na najwyższe wzniesienie Gór Świętokrzyskich – Łysicę.

Na czerwony szlak weszliśmy w św. Katarzynie, przy klasztorze sióstr Benedyktynek. Kawałek dalej weszliśmy w puszczę jodłową. Pierwszy przystanek mieliśmy przy źródełku św. Franciszka i kapliczce. Nie zatrzymując się na długo rozpoczęliśmy dalszą wędrówkę. Praktycznie aż do wyjścia na gołoborze pod szczytem, cały czas szliśmy w lesie. Powietrze było raczej rześkie, więc po drodze stawaliśmy w promieniach słońca, którym od czasu do czasu udało się przebić przez koronę drzew.

Kiedy dotarliśmy na szczyt, wszyscy mieliśmy jeszcze sporo energii. Nie chcieliśmy wracać tą samą drogą, więc postanowiliśmy iść dalej i potem skręcić w jedną ze ścieżek leśnych prowadzących z powrotem do św. Katarzyny. Jednak ścieżki zaznaczone na mapie, wcale nie był takie oczywiste do odnalezienia w puszczy…dlatego doszliśmy aż do kolejnego punktu, czyli kapliczki św. Mikołaja. I tu musieliśmy się rozdzielić bo dzieci miałyby już trudności, żeby pokonać ten sam dystans w przeciwnym kierunku. Ja (Ewa) zaczęłam schodzić z dziećmi dalej, szlakiem do Kakonina a Robert zawrócił, żeby dojść do samochodu pozostawionego pod klasztorem i przyjechać po nas do Kakonina.

Plan się powiódł. Dotarłam z dziećmi do wsi u zboczu Łysicy, udało nam się nawet zaopatrzyć w otwartym w niedzielę sklepiku wiejskim i razem czekaliśmy na Tatę. Kiedy przyjechał, zwiedziliśmy jeszcze XIX-wieczną chatę, urządzoną jako muzeum i wróciliśmy do św. Katarzyny.
chata XIXw/ cottage
W ten oto sposób zdobyliśmy pierwszy (najniższy) szczyt Korony Gór Polski.

Nie mogę pominąć też kulinarnego aspektu tej wycieczki. Poprzedniego dnia znaleźliśmy niesamowite miejsce na popas. Zupełnie na obrzeżach miejscowości, na jednej z bocznych uliczek znaleźliśmy pizzerię. Ale nie byle jaką pizzerię, tylko taką prowadzoną przez Włocha – Nicolę, który na poczekaniu przygotowywał dla nas pizzę. Była wyśmienita i stołowaliśmy się tam już do końca naszego pobytu.

It’s a second day of our weekend in Świętokrzyskie mountain. We had our accommodation at św Katarzyna surroundings. We found a B&B where they had all sorts of animals – deer, hens, pheasants, turkeys and other. We had our window view straight to the meadow where the animals were browsing so the kids started watching them as soon as they woke up (the kids, not the animals 🙂 ) Later on they discovered that there are five little kitties in the barn. IF it wasn’t for the daddy, who is always so reasonable, I bet we would come back home with at least one kitty. I have already picked one – grey with ginger patches.
But the plan was not to spend the whole day in the barn but to get to the highest peak of Świętokrzyskie mountain – Łysica.

We started with the red trail in św. Katarzyna, next to the monastery of Benedictine monks. A bit further up we entered the fir forest. Our first stop was at the spring of st. Francis and the shrine. We went on. We kept walking in the forest until we reached the peak, where there was a little place without trees and where we could see the view.

That’s the beauty of smaller hills – they are usually all covered with trees.

When we reached the top, we were all still full of energy. We also didn’t want to go back with the same way, so we decided to keep going and then turn back with one of the paths shown on the map. But a different thing is a clear path on the map and a different one is that path in the real fir forest…and that’s how we reached the next stop at the trail – St. Nicolas shrine. We must have missed our path. This is where we had to split. Kids wouldn’t have managed to get back from this point. I (Ewa) walked with the kids down the hill. The trail led to Kakonin village. Robert went back the way we came here to pick the car and give us a lift from Kakonin.

We made it. I reached the village. We even managed to buy something in the village shop, which I’d expect to be closed on Sunday. We had to wait for Robert to drive there but it was nice with the sun shining, just lying down on the meadow.

When he met us we visited XIX century cottage transferred into a museum and we returned to św. Katarzyna.

This way we reached our first (and the lowest) peak of the Mountain Crown of Poland (28 peaks located in Polish mountains).

I can’t skip the more down to earth aspect of our trip. The previous day we found fantastic place to eat. At the outskirts of św Katarzyna, at one of the small streets we found a pizzeria. But it was not just “a pizzeria”. It was a pizzeria owned and managed by an Italian guy (Nicola) who was preparing the pizza himself. The pizza was delicious and we kept going there to eat for the rest of our trip.

Reklamy

Informacje o The Family On The Go

The Family that travels around, loves spending time together wherever we are.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Góry, Góry Świętokrzyskie, Wyprawy. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s