Krokusy i śnieg

Cudnie było uciec od pracy, domowych obowiązków, przeróżnych zmartwień i przez chwilę poczuć jak bardzo „tamta rzeczywistość” jest odległa i jak bardzo liczy się „tu i teraz”: ile jeszcze do celu, czy dzieci nie mają już mokrych skarpet, czy pozwolić Michałowi tarzać się w śniegu i jak tu zmotywować Joasię do przejścia jeszcze kilometra. Wyjazd „na krokusy” planowaliśmy już od kilku tygodni. Byliśmy podekscytowani zbliżającym się widokiem „fioletowych dywanów” na Polanie Chochołowskiej. Przez tydzień przed wyjazdem śledziłam kamerki TOPR i profil schroniska PTTK na Polanie na FB, żeby być pewną, że trafimy w Tatry we właściwym momencie. Oczywiście Przyroda i tak urządzi wszystko po swojemu. Po raz kolejny przekonałam się, że nie wszystko da się zaplanować. Na krokusy zdążyliśmy dosłownie w ostatnim momencie. Znaleźliśmy je przy wejściu do Doliny Chochołowskiej. Zanim dotarliśmy na Polanę, spod śniegu wystawały tylko ich stulone czubki bo sypało przez większą część drogi. Ale wiecie co? To nie ważne. I tak było cudnie. Nawet więcej, to nie tak wyczekiwany szlak krokusową Doliną Chochołowską dostarczył najwięcej radości. A co? 1. Nocleg w Krakowie u dawno nie widzianej przyjaciółki i rozmowy do późnej nocy. 2. Spotkanie z „ciocią Magdą”, wspaniałą przyjaciółką i ciocią dla Naszych Dzieci. Ciocia towarzyszyła nam przez sobotę i niedzielę i dzielnie motywowała dzieciaki na szlaku małymi słodkościami: „Cukierek będzie jak przejdziemy kilometr” 😉 IMG_9419 3. Zimowa Dolina Strążyska była po prostu jak z bajki a gorąca czekolada w herbaciarni na Polanie Strążyskie smakowała wyśmienicie. IMG_9806 4. Na samiuteńki koniec, w niedzielę dreptaliśmy jeszcze Doliną Małej Łąki. Wyczytałam wcześniej, że to jedna z polecanych „tras dla trzylatka”. Długo szliśmy przez las i mimo, że białe choinki wyglądały malowniczo, zastanawiałam się, dlaczego akurat da dolinka była tak polecana. Nie musiałam się zastanawiać gdy doszliśmy do końca lasu i naszym oczom ukazał się widok, zapierający dech w piersiach – przynajmniej mi! Rozległa polana (Wielka Polana Małołącka) otwierała panoramę na Giewont i Mnichowe Turnie – szare skały pokryte śniegiem. Nie mogliśmy się napatrzeć. Po czym Michał znalazł największą frajdę wyprawy – turlanie się z górki po śniegu. IMG_9977 Aż żal było wracać – i z Małej Łąki i z Tatr… W drodze powrotnej zajrzeliśmy jeszcze do Obidowej, coby krokusy tatrzańskie i gorczańskie porównać. Wdrapaliśmy się wzdłuż wyciągu narciarskiego na samą górę, którędy biegł niebieski szlak na Stare Wierchy i zbiegliśmy na dół 🙂 Cudnie było…

Reklamy

Informacje o The Family On The Go

The Family that travels around, loves spending time together wherever we are.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Góry, Tatry, Wyprawy i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Krokusy i śnieg

  1. Pingback: Szlakiem krokusa | The Family On The Go

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s