Po drodze z Mazowieckiego do Wielkopolskiego

Ferie. Ruszamy do Dziadków. Ale ponieważ przez pierwsze kilka dni zimowych wakacji odpoczywaliśmy w domu, postanowiliśmy podróż do Wielkopolski nieco urozmaicić. Z pomocą przyszła strona Znaczków Turystycznych, których od pewnego czasu jesteśmy fanami i kolekcjonerami. Na owej stronie znajduje się mapa miejsc, gdzie można zodbyć znaczek. Takich miejsc na trasie Warszawa – Poznań jest kilka. My odwiedziliśmy trzy z nich. Koniec końców nie zdobyliśmy ani jednego znaczka, z powódó, którę opisze dalej, ale w każdym z trzech miesc spotkała nas miła niespodzianka 🙂

 

Najpierw zawitaliśmy do Tumu, do Archikolegiaty. Tum to niepozorna wioska pod Łęczycą a romańską budowlę widać już z daleka. Z tablicy informacyjnej przed bramą dowiedzieliśmy się, że sezon turystyczny trwa od kwietnia do października i tylko wtedy można zwiedzić kościół w środku. No cóż…obe20160206_123226jrzeliśmy go z zewnątrz i już mieliśmy ruszać dalej, kiedy okazało się, że Joasia w „coś” wdepnęła i trzeba czyścić buty. TRochę to trwało, ale jak się okazało, było to bardzo szczęśliwe zdarzenie bo w tym samym czasie nadjechał pan kościelny (chyba). Wysiadł z samochodu z wielkim kluczem i ruszył do wrót kościoła. A my oczywiście pędem za nim. „Można zajrzeć do środka?” – zapytałam. „Można, ale szybko, bo ja tylko na chwilę” odrzekł starszy pan i wielkim kluczem otworzył drzwi. I tym sposobem udało nam się zwiedzić archikolegiatę poza sezonem turystycznym. Znaczki mamy nadzieję otrzymać korespondencyjnie! 😉

Punkt drugi to Zamek w Łęczycy. Idąc ulicą Zamkową już z daleka dało się słyszeć dobiegającą z zamku muzykę. 20160206_135554Weszliśmy na dziedziniec a tam nic innego tylko lodowisko! Najpierw zajrzeliśmy do muzeum i wdrapaliśmy się na wieżę a potem dzieci naciągnłęły nas na łyżwy. Po raz pierwszyw życiu i to od razu w takim miejscu – na zamku! Najwięcej frajdy łyżwy sprawiły tacie, który szusował po lodzie jeszcze po tym, jak dzieci zeszły już odpocząć. Tu również nie zdobyliśmy znaczków – nie było, ale frajda na łyżwach była niezastąpiona!

Zanim dotarliśmy do celu podróży chcieliśmy odwiedzić jeszcze jedno znaczkowe miejsce – Gród w Gieczu. Robiło się już późno, ale postanowiliśmy jeszcze ten raz zboczyć z trasy. Na miejsce dotarliśmy o zachodzie słońca. IMG_7044Drewniany kościółek i dzwonnica wyglądały malowniczo na tle pomarańczowo-granatowego nieba i zachodzącego słońca. Rozejrzeliśmy się po rezerwacie archeologicznym, zajrzeliśmy przez płot do starej zagrody z chatami krytymi strzechą i już mieliśmy wracać do samochodu, kiedy usłyszeliśmy, że ktoś nas woła: „Pospiszcie się, póki jeszcze słońce jest!”. Wiecie kto to był? Starszy pan, ochroniarz, któy otworzył nam srugie wejście do osady: „Bo widzę, że Państwo zainteresowani, to wchodźcie”. Nie mogliśmy uwierzyć – sami, poza sezonem, poza godzinami otwarcia, wieczorem możemy zwiedzać osadę. A towarzyszył nam mały piesek pana ochroniarza. Byliśmy panu bardzo wdzięczni. Na koniec otworzył nam jeszcze jedną salę muzealną z wystawą wyrobów z poroża i kości.

O zmroku wyruszaliśmy dalej, tym razem już nie do znaczkowego miejsca, ale do Dziadków, których dzieci nie mogł się już doczekać 🙂

 

Reklamy

Informacje o The Family On The Go

The Family that travels around, loves spending time together wherever we are.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Gdzieś w Polsce. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s