Słoneczna i gorąca Kalifornia (tylko mama w podróży)

Kalifornię zaczęłam odwiedzać regularnie dwa lata temu, ze względu na moją pracę i jednego z klientów z „Doliny Krzemowej”. Jednak nie samym chlebem człowiek żyje i za każdym razem staram się uszczknąć coś dla siebie z tych podróży.

Te wyprawy uświadamiają mi jaki swiat jest piękny i ile jest na nim miejsc wartych odwiedzenia. Chociażby teraz, pisząc te słowa, lecę nad Grenlandią. Nigdy nie myslałam o Grenlandii jako o pieknym miejscu – po porstu zimna kraina na północy. Jednak nawet z takiej odległości, spoglądając przez maleńkie okienko samolotu, widzę skaliste góry przysypane białą puchową pierzyną ciągnące się aż po horyzont, które oblewa woda po której pływają kry. Za kilka godzin znajdę się z kolei nad zieloną Islandią i też będe wzdychać, żeby tak kiedys postawić stopę 🙂

Wracając do Kalifornii, niesamowite jest to, że za każdym razem kiedy tu jestem (a to był piąty wyjazd) jestem w stanie zobaczyć coś naprawdę pięknego w odległości dwóch godziny jazdy samochodem (a zatrzymuję się zawsze w okolicy Cupertino).

Tym razem, podróżując razem z koleżanką z pracy ze Słowacji (stanowiłysmy bardzo dobrany duet!) spędziłysmy weekend nad oceanem. Lecąc tu myślałam tylko o tym, żeby w weekend się wyspać bo ostatni czas był dla naszej rodziny bardzo intensywny. Będac już na miejscu, kiedy w pracy pytano mnie jakie mam plany na weekend, zaczęłam mówić, że może jakaś niedaleka wycieczka, ale nic intensywnego. Koniec końców przypadkiem trafiłam na bloga opisującego Park Stanowy Ano Nuevo na południe od Santa Cruz. Autor pisał, że będąc w okolicy nie można go przegapić, szczególnie wiosną i latem, kiedy można tam obserwować foki, lwy morskie i słonie morskie. Lwy morskie! Oczywiście, że musimy się tam wybrać 🙂 No i pojechałyśmy.

Krętą drogą, przez wzgórza odzielające kalifornijkie miasteczka od wybrzeża dotarłyśmy do Parku Stanowego. Zaopatrzone w mapę i pozwolenie ruszyłysmy ścieżką przez nadmorskie wzgórza i wydmy. Pani wydająca nam pozwolenie powiedziała, że mamy szczęście, bo właśnie na jedną z plaż wyległo ponad 30 fok.

Wyobrażałysmy sobie z Lucią, ze będziemy je obserwować z daleka, ledwo dostrzegalne punkty na horyzoncie…Aż tu po niecałej godzinie spaceru docieramy do wspomnianej plaży i stajemy OKO W OKO, dosłownie kilka kroków od stada (nie wiem czy o fokach można powiedzieć „stado”…) fok, w tym uchatek, lwów morskich, słoni morskich.

IMG_0356Zaniemówiłyśmy. Po prostu stałyśmy wpatrzone w te zwierzaki wylegujące się na plaży. Z informacji od pani w Centrum Odwiedzających wiedziałysmy, że są to mamy foki w ciąży, taty foki i młode z ubiegłego roku. Najciekawsze było to, że one właśnie liniały. Do tej pory nawet nie byłam świadoma, że foki linieją! Myślałam o reszcie mojej rodzinki i o tym jak bardzo ten widok spodobałby się Joasi i Michałowi.

Powoli dojrzewam do myśli, że może następny wyjazd możnaby zorganizować tak, żeby moja rodzina mogła dołączyć i zobaczyć te cuda, które mnie udało się zobaczyć a nawet więcej.

Tak więc cała sobota upłynęła nam na oglądaniu fok.

W niedzielę, razem z koleżanką z pracy mieszkającą w Kaliforni ruszyłysmy do kolejnego parku stanowego, tym razem położonym w lesie sekwoi. Cały dzien spędziłyśmy wędrując między tymi strzelistymi drzewami rosnącymi na nadmorskich wzgórzach.

IMG_0536Wędrując rozmawiałysmy o różnicach kulturowych (każda z nas pochodzi z innego kraju: Słowacja, Kostaryka i Polska), wychowaniu dzieci w naszych krajach i o tym co nam się podoba a co nie w Kalifornii.

Będąc to po raz kolejny zauważam coraz to nowe rzeczy. Od początku rzuciło mi się w oczy, że ludzie są niesamowicie mili, ale jest to uprzejmość wyuczona. Po prostu takie panują tu normy społeczne i nawet jesli ktooś w skelpie pyta Cię „Jak się masz”, to wcale nie znaczy, że go to faktycznie obchhodzi. Mimo wszystko, przyjemniej jest funkcjonować, kiedy otaczają cię uprzejmi ludzie. Tym razem to co mnie uderzyło to ogromna, wydaje mi się do przesady dbałość o higienę. Jedna z teorii mówi, że przesadna dbałość o higienę prowadzi do alergii i obserwując Amerykanów, wydaje mi się, że faktycznie coś w tym jest.

Kolejne spostrzeżenie to kontrast pomiędzy ogromną wagą, jaka jest tutaj przywiązywana do dbania o środowisko, recyklingu a masą śmieci jaką proodukuje przeciętny mieszkaniec. Wszystko jest jednorazowe – kubki, sztućce, mnóstwo opakowań…

Plus oczywiście ogromne porcje posiłków w restauracjach i ogromne opakowania w supermarketach. Poszłysmy z Lucią do sklepu, żebu kupić lody i w całym supermarkecie nie udało nam się znaleźć pojedyńczych lodów. Musiałysmy kupić opakowanie z sześcioma 🙂

Kolejna kalifornijska  przygoda za mną. Z chęcią wracam do domu, do rodzinki, wioząc kolejne opowieści i wspomnienia.

Reklamy

Informacje o The Family On The Go

The Family that travels around, loves spending time together wherever we are.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Wyprawy. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s