Dolomity dzień czwarty: wokół Sasso Lungo

Zmęczeni poprzednimi wędrówkami, postanowiliśmy, że dzień czwarty miał być dniem lekkim. Planowaliśmy wjechać wyciągiem do schroniska położonego na przełęczy między masywami Sasso Piatto i Sasso Lungo i tam przejść „tylko” do kolejnego schroniska, leżącego po drugiej stronie owej przełęczy.

Pierwszym zastrzykiem adrenaliny była kolejka sama w sobie. Był to wyciąg z chyba nieco starymi dwu-osobowymi maleńkimi wagonikami. Zupełnie nie przygotowani psychicznie kupiliśmy bilety i ustawiliśmy się do wejścia. Wagoniki się nie zatrzymywały i najpierw ja z Michasiem wsiadłam w biegu a do kolejnego wsiadł Robert i panowie z obsługi „dorzucili” mu Joasię. Drzwi został przez panów zablokowane OD ZEWNĄTRZ. W środku miejsca tyle, że można jedynie stać. Jakoś tak mi się nieco duszno zrobiło, jak spojrzałam w górę, dokąd tym czymś mamy dojechać…

IMG_2113

Ale cóż zrobić, gdy już się jest w środku i jedzie (wolno bo wolno, ale zawsze) pod górkę – głęboko oddychać i podziwiać widoki. Na szczęście tylko ja miałam odczucia lekko klaustrofobiczne. Ani Robertowi ani dzieciom wielkośc wagoników nie przeszkadzała. Dojeżdżając do stacji końcowej jeszcze przemknęło mi przez myśl „a co jeśli panowie na górze nas nie zauważą i nie przyjdą otworzyć wagonika?”… jak się domyślacie panowie zauważyli i otworzyli i podróż skończyła się szczęśliwie.

W schronisku Toni Demetz się nie zatrzymywaliśmy. Ruszyliśmy na szlak przez przełęcz, mając po prawej i po lewej strzeliste masywy w pełnym blasku słońca.

20160630_105821

Odcinek do pokonania był krótki, ale niezwykle stromy i biegł w zasadzie po rumowisku skalnym i to gdzieniegdzie jeszcze pokrytym śliskim śniegiem. Joasia całą tę część musiała przejść za rękę. Schodząc w dół przełęczy widzieliśmy jak mgła-chmura wdziera się między masywy i zbliża do nas. Sprawiało to niezwykłe wrażenie.

20160630_110431

Dotarliśmy do malowniczego przycupniętego pod skałą schroniska Vicenza. Obowiązkowo była gorąca czekolada. Zaplanowana poprzedniego wieczoru trasa kończyła się w tym miejscu a plan przewidywał powrót tą samą drogą do kolejki. Jednak nie wyobrażałam sobie wracać pod górę tym szlakiem z dziećmi. Poza tym Sasso Piatto jest jendym z najmniejszych masywów, było jeszcze wcześnie, to był nasz przedostatni dzień w górach, więc postanowiliśmy „pójść na całość” i obejść masyw Sasso Lungo dookoła!

Jak postanowiliśmy tak zrobiliśmy. To była świetna decyzja bo ten masyw jest po prostu stworzony, żeby go obejść. Zaczęliśmy od ścieżynki wijącej się po zboczu w dół. Juz teraz nie po ośnieżonych kamieniach ale po ukwieconej łące 🙂

Szlak wiódł dokładnie pod samą skalna częścią masywu, co robiło ogromne wrażenie.

20160630_123645

W pewnem momencie jednak owa ścieżynka zaczęła wydawać mi się nieco zbyt wąska i zbyt blisko osuwisk kamiennych jak na szlak spacerowy. Spojrzeliśmy jeszcze raz na mapę i doszliśmy do wniosku, że jesteśmy na nieco innym szlaku. Dołem owszem, biegła wygodna szeroka droga a wyżej, tu gdzie my szliśmy, wiodła ścieżka alpinistyczna…Przeanalizowaliśmy jednak dalszą trasę i stwierdziliśmy, że spokojnie damy radę. A widoki były przepiękne, kiedy tak wędrowaliśmy przy samej skale.

W pewnym momencie tylko wyglądało to trochę złowrogo, gdy znad masywu zaczęły nadciągać czarne chmurska, ale skończyło się na kilku kroplach deszczu.

20160630_144252

Ten etap kończył się w schornisku Comici, po drugiej stronie masywu i tu też kończyła się ścieżka alpinistyczna. Bardzo miła niespodzianką przy schronisku był plac zabaw, gdzie zostało wykorzystane niewilekie wzniesienie i z niego została poprowadzona zjeżdźalnia:

20160630_161312

Niemiłą niespodzianką było to, że dotarliśmy tam o 16.15, podczas gdy kuchnia była czynna tylko do 16…Zjedliśmy więc wszystkie pozostałew kanapki, krakersy, owoce i czekoladę i ruszyliśmy dalej – do parkingu przy kolejce. Tutaj po drodze spotkał nas już nieco bardziej intensywny deszcz, ale odcinek nie był bardzo długi. Poza tym, zostało tu ciekawie wymyślone, że po drodze znajdowaliśmy tablice z legendą o księżniczce gigantów. Co prawda czytaliśmy je od końca, bo legenda kończy się przy schronisku Comici, ale i tak dzieciaki miał frajdę odkrywając po drodze kolejne elementy historii.

Kiedy dotarliśmy do auta na parkingu byliśmy nie tyle przemoczeni co szczęśliwi i dumni, że całą tę górę udało nam się obejść dookoła 🙂

Reklamy

Informacje o The Family On The Go

The Family that travels around, loves spending time together wherever we are.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Dolomity, Góry. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s