Góry, góry, góry

Rzadko zdarza się nam wracać dwa razy w to samo miejsce, ale Beskid Śląski okazał się jednym z tych niewielu wyjątków. Poprzednim razem byliśmy tu zimą i pogoda niestety nie pozwoliła nam wtedy zbyt wiele wędrować. Tym razem mogliśmy to zdecydowanie nadrobić 🙂

Dzień pierwszy to krótka trasa, zaraz po przyjeździe: z Białego Krzyża na Malinowską Skałę. Nie zapuszczaliśmy się nigdzie dalej, bo ten jedyny dzień pogodą nie rozpieszczał…

IMG_6500

MAPA

Wydarzenie dnia? Michał wypatrzył salamandrę plamistą! Można obejrzeć ją w osobnym wpisie – galerii przyrodniczej z tej wyprawy.

Dzień drugi to już poważniejsza sprawa. Najpierw wjechaliśmy kolejką pod Czantorię i wdrapaliśmy się na szczyt a kiedy już zjechaliśmy na dół postanowiliśmy jeszcze dotrzeć na Szosów. Można tam było dotrzeć szlakiem nadgranicznym z Czantorii, ale trochę obawialiśmy się kondycji dzieci. Wybraliśmy więc wariant nieco lżejszy – znów podjechaliśmy wyciągiem i podeszliśmy na szczyt. Postanowiliśmy wracać na dół piechotą i po drodze zatrzymaliśmy się w schronisku na Soszowie. Bardzo przyjemne, klimatyczne małe schronisko i prawie puste! A swoją drogą to język można sobie na tej nazwie połamać 😉

20170728_173600

Schronisko na Soszowie

Dzień trzeci to kulminacja – wchodzimy na Baranią Górę czyli szczyt, na którym znajduje się źródło Wisły. W jedną stronę szliśmy wzdłuż Czarnej Wisełki a z powrotem wzdłuż Białej Wisełki.

IMG_7667Wstąpiliśmy też do schroniska na Przysłopie, które tak jak słyszeliśmy wcześniej, faktycznie przypomina blok z PRLu 🙂

Trasa do schroniska była bardzo przyjemna, wzdłóż strumyka, potem zrobiło się bardziej stromo, ale daliśmy radę. Szlak powrotny wydał nam się jeszcze bardziej malowniczy – wąską ścieżką wśród zieleni.

MAPA

Dzień czwarty to zdobycie najwyższego szczytu Beskidu Śląskiego. Znowu, nie do końca na piechotę bo tylko do Jaworzyny, dalej wsiedliśmy na wyciąg bo pierwszy odcinek już dał nam w kość. To, co najbardziej zapamiętamy ze Skrzycznego to jagodowa polana, na której spędziliśmy kilka godzin objadając się i zbierając jagody do bidonów „na później” 🙂
MAPA
Po takich wędrówkach dzień piąty musiał być dniem odpoczynku. Najpierw wybraliśmy się na pobliski basen a później pojechaliśmy obejrzeć Cieszyn – miasto dwóch krajów – Polski i Czech. Legenda głosi, ze Cieszyn został założony przez trzech braci, którzy tak ucieszyli się ze swego spotkania po długich wędrówkach, że postanowili założyć w tym miejscu miasto. Druga cieszyńska ciekawostka to Rotunda p.w. św. Mikołaja, którą można odnaleźć na rewersie banknotu 20-sto złotowego. W Cieszynie najwięcej czasu spędziliśmy nad Olzą, chłodząc się w kolejny upalny dzień.

IMG_8561

Olza

I nieubłaganie nadszedł dzień szósty – ostatni. Za namową naszych gospodarzy postanowiliśmy zdobyć jeszcze Stożek. Znów staraliśmy się wybrać raczej krótką trasę ze względu na żar lejący się z nieba. Ale jak zobaczycie na mapie, z króciutkiej trasy zrobiła nam się nieco dłuższa, ale bardzo przyjemna 🙂
MAPA

Reklamy

Informacje o The Family On The Go

The Family that travels around, loves spending time together wherever we are.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Beskid Śląski, Góry, Wyprawy. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s